10 cze 2010

Nie jestem, jak to siÄ™ dzisiaj mówi, meteopatÄ…, ale na uciążliwoÅ›ci zwiÄ…zane ze zmiany pogody zdarza mi siÄ™ narzekać. Historia ludzkoÅ›ci to zresztÄ…, pod pewnym kÄ…tem, wÅ‚aÅ›nie historia narzekania. To co obecne czasy dodaÅ‚y do tej powszechnej w rodzaju ludzkim cechy, to jej (narzekania) usprawiedliwienie. Sympatyczne pani pogodynki z telewizji informujÄ… nas nie tylko o tym, gdzie i co bÄ™dzie padać, ale też o tym, że „biomet jest niekorzystny” i dlatego (to już ja dopowiadam) tatusia lub mamusiÄ™ mogÄ… ponieść nerwy.
To usprawiedliwienie nagannych zachowań czyni dzisiaj z dorosłego już człowieka rozkapryszonego bachora, kolegę a nie autorytet dla dzieci.
W tym momencie przypomniaÅ‚a mi siÄ™, opowiadana mi przez babciÄ™ historia z jej dzieciÅ„stwa. Gdy któreÅ› z jej sióstr lub braci skarżyÅ‚o siÄ™ na ból gÅ‚owy, jej matka zwykÅ‚a odpowiadać: „dziecko gÅ‚owa nie boli”. „Ból” zazwyczaj trwaÅ‚ najwyżej do wieczora.

19 maj 2010

MikoÅ‚aj Kopernik spocznie w sobotÄ™ we fromborskiej archikatedrze. NajsÅ‚ynniejszy mieszkaniec nadzalewowanego miasteczka byÅ‚ wielkim czÅ‚owiekiem, wybitnym umysÅ‚em, specjalistÄ… nie tylko od astronomii, ale i od, zdecydowanie bardziej przyziemnego, pieniÄ…dza. ByÅ‚ także politykiem i, stosujÄ…c współczesne nazewnictwo, menadżerem. Znane sÄ… też jego talenty wojskowe. Kopernik – polski Leonardo da Vinci? Z pewnoÅ›ciÄ… da Vinci, ale czy polski? Na przeÅ‚omie XV i XVI wieku obowiÄ…zujÄ…ce pojÄ™cie narodowoÅ›ci nie istniaÅ‚o. W owych czasach decydowaÅ‚o o niej to, czyim byÅ‚ poddanym. Kopernik byÅ‚ poddanym króla polskiego. ByÅ‚ jednak też Prusakiem (urodziÅ‚ siÄ™ w Toruniu), Warmiakiem (tu spÄ™dziÅ‚ zdecydowanÄ… wiÄ™kszość życia). ByÅ‚ obywatelem wielonarodowoÅ›ciowej NajjaÅ›niejszej Rzeczypospolitej.

13 maj 2010

Nawet ci, którzy na co dzieÅ„ majÄ… węża w kieszeni, przy okazji imienin lub urodzin siÄ™gajÄ… zwykle po portfel. No raz w roku, to można siÄ™ pokazać – tÅ‚umaczÄ… sami sobie okolicznoÅ›ciowy przypÅ‚yw szczodroÅ›ci. Raz w roku wiÄ™c można, a raz na dwadzieÅ›cia lat? Chyba, tym bardziej.
Elbląskie władze samorządowe przygotowują się do 20. rocznicy pierwszych, powojennych wyborów samorządowych. Szczegółowego programu jeszcze nie ma, ale z tego, co udało nam się ustalić, do tej pory plan obchodów nie uwzględnił spotkania radnych wszystkich dotychczasowych kadencji. Nie ma też mowy o okolicznościowej specjalnej sesji Rady Miejskiej. Być może decyzja w tej sprawie zapadnie jutro (14 maja). I dobrze by było, gdyż są sytuacje, gdy wąż w kieszeni bywa dość kompromitującym zwierzęciem.

13 kwi 2010

Lecha KaczyÅ„skiego poznaÅ‚em w 1988 roku, gdy zwalczana dotÄ…d bezwzglÄ™dnie przez komunistyczny reżim „Solidarność” zaczęła być przez tenże reżim z lekka tolerowana. Jak grzyby po deszczu zaczęły wówczas pojawiać siÄ™ jawne komisje zakÅ‚adowe zwiÄ…zku. StanÄ…Å‚em na czele jednej z nich – w gdaÅ„skim oddziale wydawnictwa Ossolineum, w którym wówczas, po ukoÅ„czeniu studiów, pracowaÅ‚em. Nie byÅ‚a to komisja duża – ot kilka osób (bo i sam oddziaÅ‚ wydawnictwa należaÅ‚ do najmniejszych w kraju), ale dawaÅ‚a możliwość uczestniczenia w spotkaniach szkoleniowych, jakie dla
szefów powstajÄ…cych komisji zakÅ‚adowych prowadziÅ‚ w GdaÅ„sku wÅ‚aÅ›nie Lech KaczyÅ„ski. MaÅ‚o kto (czy ktoÅ› w ogóle?) mógÅ‚by wówczas przypuszczać, że ten szczupÅ‚y mężczyzna o chÅ‚opiÄ™cej posturze, w dżinsach i wyciÄ…gniÄ™tym sweterku, stanie siÄ™ w ciÄ…gu kilku lat jednym z najbardziej znanych polskich polityków, a za lat kilkanaÅ›cie prezydentem NajjaÅ›niejszej Rzeczypospolitej. A przecież Leszek, gdyż tak go wówczas wszyscy nazywaliÅ›my, dziaÅ‚aÅ‚ w antykomunistycznej opozycji od wielu lat. W 1968 roku byÅ‚ uczestnikiem wydarzeÅ„ marcowych, od grudnia 1976 roku dziaÅ‚aÅ‚, w prowadzonym przez Zbigniewa Romaszewskiego Biurze Interwencji Komitetu Samoobrony SpoÅ‚ecznej KOR. Później byÅ‚, co oczywiste, w „SolidarnoÅ›ci”.
Leszek, specjalista z zakresu prawa pracy, prowadziÅ‚ dla nas szkolenia wówczas (w 1988 roku) szkolenia z tej dziedziny. RadziÅ‚ też, jak prowadzić dziaÅ‚alność zwiÄ…zkowÄ…. Mimo że uczestniczyÅ‚em zaledwie w kilku szkoleniach (wkrótce okazaÅ‚o siÄ™, że gdaÅ„ski oddziaÅ‚ Ossolineum, jako podlegajÄ…cy centrali we WrocÅ‚awiu, jest przypisany regionowi dolnoÅ›lÄ…skiemu „SolidarnoÅ›ci”), zapamiÄ™taÅ‚em przyszÅ‚ego prezydenta jako ciepÅ‚ego, sympatycznego i kompetentnego czÅ‚owieka. OsobÄ™ dla której poza PolskÄ… najważniejsze sÄ… sprawy zwykÅ‚ych szarych ludzi.
I dla których, co pokazał ostatni czas, on również był bardzo ważny. Był on (ten straszny czas przeszły) człowiekiem, którego słuchało się z uwagą. Który mówił w to co wierzył, a słów nie podporządkowywał bieżącej grze politycznej.
Tak byÅ‚o w 1988 roku, gdy usÅ‚yszaÅ‚em go pierwszy raz. Tak byÅ‚o i trzy dni temu – ostatnim dniu jego życia.
Do widzenia, Panie Prezydencie.

27 sty 2010

WystarczyÅ‚o kilka dni siarczystego mrozu, by wyznawcy teorii globalnego ocieplenia schowali, niczym strusie, gÅ‚owy (w lekka przymarzniÄ™ty) piasek. WiÄ™cej, media, zwÅ‚aszcza te elektroniczne, które dotÄ…d z nabożeÅ„stwem odnosiÅ‚y siÄ™ do proroków klimatycznej zagÅ‚ady, zaczęły z lekka z nich podkpiwać. PoddaÅ‚y też w wÄ…tpliwość wiele z dotychczas bezkrytycznie przyjmowanych informacji. OkazaÅ‚o siÄ™ na przykÅ‚ad, że lodowce, choć w pewnych rejonach Å›wiata topniejÄ…, to w innych wprost przeciwnie – zwiÄ™kszajÄ… swój obszar. Także osÅ‚awionego dwutlenku wÄ™gla w atmosferze bywaÅ‚o w dziejach Å›wiata zdecydowanie wiÄ™cej niż obecnie.
By to wszystko sobie przypomnieć wystarczyło kilkanaście stopni poniżej zera. Pan Bóg ma, jak widać, spore poczucie humoru.

08 sty 2010

„NieczuÅ‚ego na niedolÄ™ zwierzÄ…t i ludzka niedola nie wzruszy” – przestroga-motto ze starego podrÄ™cznika do przyrody dla klas piÄ…tych ciÄ…gle jest prawdziwa. Trudno przypuszczać, by ci (a takich przypadków jest coraz wiÄ™cej), którzy wypÄ™dzajÄ… z domów na siarczysty mróz czworonogi, litowali siÄ™ nad sÅ‚abszymi od siebie istotami dwunożnymi. Dzisiejsza filozofia życia codziennego ma jasny i krótki przekaz: liczy siÄ™ tylko siÅ‚a, a sÅ‚absi nigdy nie majÄ… racji, bo przegrywajÄ…. StracÄ… jÄ… zresztÄ… i silni, gdy osÅ‚abnÄ…. Bezskutecznie też bÄ™dÄ… czekać na pomoc swych nastÄ™pców. I niech siÄ™ nie dziwiÄ…, wszak wychowali ich w kulcie siÅ‚y.

04 lis 2009

Byłem z synkiem w kinie. Film jak film, gdy ja sam byłem dzieckiem obrazy dla najmłodszych nie były pastiszami filmów dla dorosłych — ale może niesłusznie się czepiam.
Jednego jednak w kinie, i to jeszcze przed projekcją, nie zdzierżyłem. Chodzi o reklamy filmów dla dorosłych, które z konieczności musi oglądać i mały widz. Co serwuje się maluchowi, czekającemu na ufoludki, zwierzątka i królewny?
Otóż zanim jeszcze dziecko doczeka się tych bohaterów, musi obejrzeć sceny pełne krwi i przemocy, stanowiące zachętę do odwiedzenia kina przez dorosłych. To zresztą ich rzecz, jakie filmy lubią. Nie mogą jednak zmuszać oni, dotyczy to też właścicieli kin i dystrybutorów, dzieci do oglądania krwawych jatek i wbijać ich przerażonych w fotele.
Jest coś ważniejszego od kasy, panowie.

Blog Witolda Chrzanowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.